Dawniej no to tylko takim środkim lokomocji najważniejsze rower. No a jak chtoś ni miał rowera, a miał konia, czy jednego, czy dwa, no to, wóz, siodełka się takie robiło i sie jechało, a to na targ, a to do kościoła, a to do l’ekarza, no. A jeśli chodzi o narzędzia rolnicze, no, a to szpadel jeszcze był, łopata tak zwana, pług konny, rolnik orał a, a żona, czy tam z dziećmy sadzili pod tom skibe te, te ziemniaki. Potem w konie obredlano, dostawano to wszystko w redliny, potym rynczno sie kopało, motyki takie były i to sie, rynczno sie kopało aż przyszła ewolucja tak, że doszliśmy do, to już do kopaczek konnych, potem już traktorowymi i obecnie ta jag jest.
Znów uprawa zbóż, uprawa zbóż to następowała w ten sposób, że przedtem trza było role uprawić, no, konika, kultywator taki mniejszy tyn konik ciągnuł, jak były dwa, to jeszcze predzej się zrobiło, bo szerszy ten kultywator był, to prędzej sie zrobiło. Potem trza było to pobronować, żeby tego perzu nie było, zaorać, no i sialiśmy, sialiśmy poczuntkowo jeszcze, z płachty tak zwany, każdy na ramieniu miał i, i sypało sie to, i ręczno sie siało. No, nawozów tak, w tym czasie jeszcze zaraz po wojnie tag nie było, potem sie pokazały. To lepsze przez to były i plony, a zbiór następował też ręczno. Kosy były takie, no jak to sie mówi, krzywa kosa, i trza było skosić, żona, cy z dziećmi podbiyrali, zwiunzali i trza było zwjieś w kupki tak zwane, takie mendle, no i potem sie to zwiozło, ustertowało, no i były, taka była młocka, trza było, ręczne cepy były, no obsadzone takie jakby dwa kije i sie młóciło.
Trza było na dobrym wiatrze oczyścić, no i potem to zboże przeznaczane, a to na karme do zwierząt, a to trza było zasiać, a to na chleb, trza zawieś było do, do młyna, przemielić na mąkę, a te otręby tak zwane, te odpady no to już się skarmiało przez zwierzęta. O konia trza było tak dbać, jag i o człowieka. Trza było wcześnij wstać, kcieć było, koń się musiał gdzieś dwie godziny przed wyjściem na pole, do pracy musiał być nakarmiony i jak juz swoje zjat, to wtencas sie wyjeżdżało na pole i wszyckie roboty jakie by nie były na roli, wszysko w koniki się robiło, nawed i młocka.
Potem już były takie kieraty tak zwane, potem już były wjalnie takie, co kręciło sie na korby, na korbę i tak zwane i takie powietrze robiło, czyściło to zboże. Wszyscy żeśmy nad tym, z tego żyli, wprost powjedzić, to był chleb. Wychować z małygo na duże, a potem sie sprzedawało, no, jeździło sie na targ, a początkowo zaroz to tak, takie prywatni zeżnicy do domu przyjeżdżali, kupowali, to szet taki handel, no kupowało, sprzedało sie, kupiło sie tam troche wędliny, troche, to kroszenie tego, tej żywności trza było mieć tom słonine, to wszysko, to wszysko z tych świniaczków, trza było swoje mieć, a jag nie było, no to trza było od soumsiada kupić lub takie były prywatne sklepy, co zeżniki to obrabiali, i to żeśmy to nabywali, no były to cały czas.
Takie było ozdoba, no mięso drobiowe bardzo zdrowe i pożyteczne na rosołek i na wszysko. Kołyska była i, i tu żona se tu ziemniaki skrobała, nogą tam jeszcze kolibała, żeby tam nie, nie za wiele płakało, no ale to, te dzieci były nie takie mundre jak tera, bo tera to soum. Przedtym tyn rozum się rozklekotoł, bo to stale tak, te dzieci głupie były. Pokarm to już był taki, jag u kogo, jak kogo było bardziej stać, no jak tam był bogatszy, troszke dużo ziemi, to więcej nasprzątał, to sobie tam i lepiej żył. Więcej miał, uchował, a to więcej mók, ubić świniaka, czy tom kurke więcej uchować i zjeś. To sie brało przeważnie, swoje wyżywienie. Dzisiaj mamy wszysko gotowe, a wtenczas to co się, sobie zgromadziło, to było na cały rok.