Nagranie:
Zuzanna Petz
Przepisanie:
Monika Kresa
Opracowanie:
Monika Kresa
Informator:
Jan Pisarski (1926–2001) – urodził się w Guzowatce jako najmłodszy syn w ośmioosobowej rodzinie; matka Helena i ojciec Tomasz pochodzili z Guzowatki; ukończył 7 klas Szkoły Podstawowej w Kołakowie; pracował jako urzędnik w urzędzie gminy w Jaktorach, następnie przez wiele lat (również na emeryturze) w Państwowym Domu Pomocy Społecznej dla Dorosłych w Radzyminie; wraz z żoną prowadził własne gospodarstwo rolne; całe życie spędził w Guzowatce, nie wyjeżdżał nigdzie na dłużej; żona Helena z domu Stryjczak pochodziła z jednej z najstarszych miejscowych rodzin; całe życie spędziła w Guzowatce; zrobiła tzw. „małą maturę” w Radzyminie
Informacje uzupełniające
Wywiad przeprowadziła w styczniu 1997 roku Zuzanna Petz – siostrzenica żony informatora.
Transkrypcja
– Głównym zbożem to było żyto, pszenica. Jak było kończenie żniw, to kosiło sie kosami, nie było tam żadnych kombajnów ani maszyn. Siarpami to każdy… Tych żniwiarzy wychodziło masa wtedy. Pjetnaście, dwadzieścia łosób wychodziło i każdy mjał swój zagon i tego i ciongnoł te żniwa, który był ten pjerszy. To musieli późnij te zżente zboże ustawić w tak zwane mendlei i tego i później była zwózka do stodoły, a już po zakończeniu żniw trzeba było zostawić pare kłosów na te dokończenie żniw, na tak zwany pempek. Musiało być ładnie wypjalone wkoło tego peampka ji tego… Tak obwionzywali kwjatkami ładnie przybrany to było zakończenie żniw.
– [A wujku, jeszcze była taka, pamiętam taki zwyczaj oborywania tego pępka?]
– To polegało na tym, że tego, że sie złapało jakeś podbieraczkea, co podbjerała za kosą i za nogi sie jo złapało i ona musiała w koło sie okranciło tego pempka ji ona musiała renkami to oborać. Późnij, na zakończenie wjanek był uwity z kłosów, zawjeszony na kose i tego i żniwiarze szli i śpjewali tam tego: „Plon niesiemy plon gospodarzowi w dom”. O, i tego, żeby dobrze plonowało i tak dalej. No ji późnij po tym wszystkim gospodarz postawił jakiś suchi objat na zakończenie, napitku to nie było tak tam alkoholu jak i dzisiaj, bo tego. Bo tylko było takie no, napoje orzeźwjające. Tam kompot, to tego. W takich żniwach to brali udział sonsiedzi, tak zwana pomoc sondziedzka była, to tego, to tam jeden… Te wjenksze gospodarze, to tego, to tam… znów te mniejsze chodzili do tych wjenkszych, na odrobek czy jak, czy na zarobek po prostu. I drugiym pomagali. Jakaś samotna kobjeta to jej pomogli sprzontnońć to zboże prendzej, późnij z pola.