Nagranie:
Stanisław Cygan
Przepisanie:
Stanisław Cygan
Opracowanie:
Stanisław Cygan
Informatorka:
Ewa Kot – ur. w Napękowie, 7 VII 1922 roku, zam. w Bielinach
Transkrypcja
– [A w Wigilię, jak tam mówiono, że kobieta nie powinna przychodzić do domu, tak?]
– Nie. Kobieta nie powienna przychodzić do domu. Powienna. Jak przyjdzie kobieta w Wigilie do domu, to bedzie jałówecka jak krowa cielno, a jak przyjdzie chłop, to bedzie bycek. To zawdy kobiety wyglodali. Bo jałówecka to jałówecka. Abo sobie sie uchowo, no a bycek, trzeba sprzedać. No ale jesce co. Jesce w Wigilio to tak to. Ale beły takie róźne sposoby, ze gdzie beły dziewuchy, to łociec godo tak: „Tata, dziewucha: Tata wiecie co, jo widziałam jak tam robieły u Franki dziewuchy. Co robieły? Bierz mietłe. Zamiatoj chałupe. Zamiatoj chałupe. Do kota śmiecie, klekoj, bierz podołek. Bierz te śmiecie w podołek, wyńdź na podwórze, wysyp i krzyknij i słuchoj dobrze, gdzie głos twój sie łoprze. Tam, gdzie głos sie łoprze, stamtąd przyjdzie chłop do ciebie i łozenis sie. Dobrze tata, dobrze. No i tak beło. Zebrała te śmiecie, ale beło ich trzy. A tata, a jo co mom robić? Ty co moz robić: „Idź łobwioz trzy jabłonki. Łobwioz te jabłonki powrósłami. I łuwioz jedne gałozke tako i powiedz tak: „Boze, który moze być mój, to niech ta gałozka rozkwitnie w Wigilio. No i te gałozke tak łokrecieła, załozeła tako stozecke, zeby wiedziała, która ta gałozka. Jak zakwitnie, to bedzie wiedzić. No ale jak bedzie wiater, to zoboc, w któro strone bedzie lecieć ten ten kwiot z tego, z ty, z tego drzewka. Mówi: „Matko Bosko” – tak krzykneła, słysy głos. Tutej łóna sie ni może docekać, żeby wiater beł, żeby tam kwiot spod z tego. Ale nareście widzi, ze leci, dwa listecki, z ty gałozki. O mówi. Przysła do domu: „Tata, ale sie to sprowdzi. Zobocymy. Sprowdzi sie dzieci kochane, sprowdzi sie. A ty chłopok to bierz powrósła, idź i łobwiozuj wszyskie drzewka, wszyskie jabłonki, gruski, śliwki. Łobwiozuj temi powrósłami, bedzie urodzajne i wołoj tak: „Łu nos śliwki, jabka, gruski, nie, słyście, słyście u nos śliwki, jabka gruski, u sąsiada same liście”. Ji krzyknoł pore razy tak, a sąsiod wychodzi: „O ty psio krew ty. U mnie same liście, a gdziez ty co to mos. U mnie to jes drzewko i rodzi i bedo łowoce, a u ciebie co bedo syski na świerku?” Jak zajon tego chłopacyne, przylecioł: „Tata aleście mi doradzieli. Wy wiecie, ze Jantek by mnie beli zbieli. Wylecieli i godajo, ze łu nich gruski, śliwki som, a łu nos som świerkowe syski.