Instytut Różnorodności językowej Rzeczpospolitej

Nagranie:
Stanisław Cygan

Przepisanie:
Stanisław Cygan

Opracowanie:
Stanisław Cygan

Informatorka:
Ewa Kot – ur. w Napękowie, 7 VII 1922 roku, zam. w Bielinach

Transkrypcja

– [Kto to był ten owczarz?]
– To był znachór. Znachór tych chorób takich. No i dobrze, to gdzie pojechać? Jedźcie do Starachowic. Tam jes taki mówi łowcorz. Bo downi nie powiedzieli znachor, ani nijaki tylko łowcorz. Pojechali tata. Ale co mom wzioć. Bierzcie kosule z chory i jedźcie predko do tego łowcorza, łón wom wszystko powie, co sie dzieje, z cego ta choroba wynikna i co jes. To szybciutko kosule my zdjeni z mamy i do tego łowcorza do Starachowic. Zajezdzajo tata do tego łowcorza z tom koszulom. Tam siedzi pore łosób juz u niego. Taki starsy, ale godo tak: „Pocekojcie kochany, cłowieku, bo jo tu mom jesce tero tako babcie mówi, co mo chłopa chorego”. Pocekali tata. No i mówi: „Dawojcie te kosule. Koszuleście tak. Dawojcie”. Ino wzioł do rok te kosule i godo: „Acha, juz wiem co jes. Zachciało ji sie cosi, nie daliście ji. To widziciez, to wyście sami choroby narobieli”. Ano tak panie dochtorze, no, zachciało ji sie kisony kapusty, kejze jo tero póde za tom kapusto. Łoblecieli my cało wieś; kapusty ni ma. Ji to panie dochtorze wszyskie włosy, sie placek zrobił, bo sie kołton zwieł. I tero nie musicie rusać tego kołtona az som spadnie, bo inacy to byście wegnali kobiete do dołu. Dobrze. Boze siedem tygodni włosy zwiniete beły na głowie. A pod temi włosami to moze pon wiedzić co beło? Jak sie nie cesało, nie meło? Jeden rój. I mówi: „Jak spadnie som ten kołton z głowy, zebyście nie brali nigdzie nie wyrzucali, ino weźcie zbierzcie i do jaki torebki, do jakiego worecka lnianego, łokrećcie dobrze, włóźcie folio na nio i włóźcie na strych tam za dach za krokwe. Na dachu mówi, ino w środku na strychu. Zebyście nie chodzieli tam, zebyście nie rusali. Ji łón som zniknie. Som wom zniknie stamtod”. No ji tak beło. Kochany, siedem tygodni, spadło z głowy, głowa goło, a tam rój jeden. Tata godajo tak: „Boze, weź no ty idź tam i włóż toto do tego worecka”. Jo mówie: „Jo nie pójde, bo jo sie brzydze”. No wzieni tata włozeli w ten worecek, zwineli, zakrecieli, dobrze zawiozali. Pośli za te krokwe tam włozeli {mmp3}S2961) Boze mówi, niech sie Bóg łopiekuje tym. A mama jak usneli, to przez dwa dni to my sie nie mogli dobudzić pokormić jich. Jak juz ta koszula włożono beła na siebie, ten kołton spod i to uleceło. To takie były choroby zachciewajki. I beły choroby znowu takie, ze jak kto mioł na kogo złoś, beły takie ludzie, to potrafieł. Jak to mówio potrafione mo i choruje. To beł potrafiony. To podłozy co pod próg, przejdzie się, no ji koniec. To były takie, ze moja somsiadka to siedem tygodni lezała, nie ruseła się, ni mogła mówić, ani nic, i mówi tak: „Stańcie w lusterku, pomólcie sie troche w tym lusterku i proście Boga ło pómoc. I zobocycie, zobocycie, w lusterku jo zobocycie, kto wom potrafił”. I tak beło. To sie trafieło, to pamietom. Miałam moze pietnaście lot.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.