Instytut Różnorodności językowej Rzeczpospolitej

Nagranie:

Przepisanie:

Opracowanie:
Alina Kępińska

Informatorka:
Marianna Szczepanik – ur. 8 IX 1916 r. w Woźnikach; mieszkała w tej miejscowości przez całe życie z wyjątkiem pięcioletniego pobytu w czasie wojny na robotach w Niemczech; łączyła pracę na roli z obowiązkami krawcowej; mąż (zmarły dwadzieścia kilka lat temu) był rolnikiem, a także przez trzydzieści lat pracował jako robotnik przy regulacji rzeki Warty w bezpośrednim sąsiedztwie własnego gospodarstwa; obecny adres: Sieradz

Transkrypcja

– [Kartofle sadziło się wiosną czy jesienią?]
– No w kwietniu najwiyncy, w kwietniu.
– [Co trzeba było z tymi kartoflami zrobić, jak podkiełkowały?]
– Acha, posadziło sie, no nie, i w rządkach, no nie, no to później tak, przejechał gospodarz i żeby, jak uny już powychodziły troszke, to przejechał gospodarz i je troche tak jeszcze przykrył.
– [I to się nazywało, że co się robiło?]
– Jak to znów powiedzić? no, nie umie pani, wiem wszysko.
– [Obradlić?]
– Obradlić, pani więcej wie jak ja.
– [Obradlić czy obredlić?]
– Obredlić, obredlić, obredlić, tak. To jak mówie, że troche tak o, przykryli, no nie, jak już wypuszczały troche. I obredlali, tak. No i jak urosły, rozkwitły, wykwitły, no juz późnij, to sie kopało dziabkamy, zaro, te kartofle, no nie. A później to już były maszyny.
– [A to sąsiedzi pomagali?]
– Pomagali sobie, tak. Jak ja poszłam do kogoś, no nie, ze dwa dni, tam jeszcze do kogoś, jeszcze do kogoś, to późnij znowu do naszygo poprzychodzili, no i sie, dziabkami sie wykopało i przywiezło sie do domu kartofle. Pani, bardzo dobrze było, mówie pani.
– [Taka była wspólna praca.]
– Tak, tak, no. Tak samo i żyto kosili, jedyn drugiymu pomagał, bo było tag raźniej i chciało sie wiyncy, no nie. Nie, najpiyrw dziabkami takimi sie kopało i tyz dobrze było, pani. Było z pięć, ze sześć razym rzyndym, kobiety, no nie, każdy miał swoją dziabke i każdy swoją rajke, i sie szło i sie kopało dziabko, tak, w koszyki, a mężczyźni znowu nosili do woza, wysypywali. No późnij już było troche lepij, bo były maszyny, maszynami troche sadzili już, no.
– [Czy po żniwach to były jakieś dożynki?]
– No, były tyż, były tyż takie dożynki, ale to mało było, wiy pani. Dożynki, to, jak by teraz tak zrobili u nas w remizy, no nie, te dożynki, to tu pore wiosków przyleci do tego. No to znowu gdzie indzij, znowu pójdą na jakieś tam zabawy inne.
– [To w czasie tych dożynek wieńce składali?]
– Wieńce składali, nawet do kościoła pownosili takie wieńce.
– [I w tym wieńcu co było?]
– No jedyn wieniec był ze żyta, drugi był z owsa, trzeci był z pszenicy. No i zawieźli do kościoła, a co ksiądz z tym zrobił, to nie wiym. Może kury miał i.
– [I zawieźli i zostawiali u księdza?]
– Zostawiali, nie brali z powrotem. Nie brali do domu, nie.
– [I to każdy gospodarz musiał zawieźć?]
– Nie, nie, nie, nie, to tak wzini jakiygoś tam gospodarza, wybrali którygoś, i zeby z wozym był, z końmi i tam włożyli te, te tego wiyńca, to to, i zawieźli do kościoła. Ja tyż dziękuje pani, że pani tak przyszła i porozmawialimy.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.