Instytut Różnorodności językowej Rzeczpospolitej

Nagranie:

Przepisanie:

Opracowanie:
Alina Kępińska

Informatorka:
Maria Kubiak – ur. w 1918  r. w Chojnem; zamieszkała w Chojnem, ul. Środkowa 11; skończyła siedem klas szkoły podstawowej; gdy miała 19 lat, wyszła za sąsiada, bogatego wdowca; przeprowadziła się do jego domu w centrum wioski; wychowała dwie córki męża oraz siedmioro własnych dzieci; zajmowała się domem; rzadko pracowała w polu

Transkrypcja

– [Jak była uprawa roli, to mąż uprawiał. I pani też pomagała?]
– U nas było dużo hektarów, u nas było osiymnaście hektarów, to było dużo hektarów, ale ja w pole nie chodziłam. Mąsz miał kunie, a tu dużo ludzi takich, co nie było ich stać na kunie, to za kunie, to wszysko nam w polu zrobili. Ale sie sami prosili, bo, bo były kunie, no to sobie znowuż tyn gospodarz, jak przyszed, no to sobie wziuł kunie za robote, i.
– [A proszę powiedzieć, jak jesteśmy tu nad rzeką, to nie uprawiali lnu?]
– A len, jo przecież, jo mum jeszcze prześcieradła wszystko lniane.
– [Sama pani robiła?]
– Nie, to mama. To już był, takie były, to nazywały sie krosna, i mama robiła sama to płótna, płótno. To takie było: i grubsze, i ciyńsze. Przecież dawnij to wszysko, takie te koszule, to wszysko było lniane.
– [I samemu się robiło?]
– To mama robiła, to mama, to już.
– [A pamięta pani, jak się uprawiało ten len?]
– O tak, my sie złościli, bo musielimy pomagać, bo to, nad płótnym to była bardzo dużo roboty, bo to czsza było wyrywać lyn. Był lyn, późnij tyn lyn mama, tak łumała, na na taki cierlicy, i czesała to wszystko. Potym mama robiła płótno. I to płótno, ale ja miyszkałam tam na wiosce, i tam my mamy zarutko, niedaleko zaro rzeke, wode takom, bo już nie rzeka, tylko tako dużo struga. I czsza było to płótno maczać, bielić, rozpościerać na łące, i na słuńce. My mieli tam ogród i za tym ogrodym zaro tam, tam woda, to sie nanosiło we wanne tyj wody i tyn, ten lyn macało sie. Ale mama to roz dwa wymoczyła, bo mama to tak troche rozpościerała, niedługo wygotowała znowuż i od razu już, już białe, ładne, i płótno.
– [I co z tego płótna robili?]
– Ano, na koszule, przeważnie chłopy to miały z płótna. Bo to były trzy gatunki: takie były grube – na worki, późnij były, na takie prześcieradła, były cieńsze, ano i na koszule – jeszcze cińsze. Nazywały sie tak: ciynkie płótno, paceśne płótno, zgrzebne płótno. Zgrzebne to grube, to ostatnie, a ciynkie to było ciynkie płótno, paceśne to było takie na prześcieradła, a zgrzebne to już było na worki.
– [A na czym się spało dawniej?]
– A siynniki, siennik z płótna.
– [A w środku tego siennika co?]
– No, no słouma żytnio musiała być, ładno, sucho, ładno. Ta słouma jest w tych snopach, to sie ładnie jum wysiepie, żeby nie było takich faprochów, dopiyro sie w siynnik wkłada. Do stodoły na klepisko i sie wyciepie ładnie i w siynnik sie naścieli tam.
– [A pamięta pani takie słomiane dachy?]
– Ano pewno, przecież tutej tyż tak samo był. Tu strzecha, wszyskie były pod słumum. Bardzo dużo dumów takich było, to było wszysko pod słumum.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.