– To znaczy ja śpiewałam w kapeli tylko. Mąż prowadził kapele, tu „Lututów”, „Lutowianke” tak zwanom. Mąż prowadził kapele, były skrzypce, był bęben, był bas, był trąbka. A późnij trąbki nie było, to klarnet był. To była porzonna kapela, dobra kapela była. A mąż na akordeonie grał i uczył. Śpiewaliśmy, takie przygodowe, które mój brat pisał. Ja mam tu dużo piosenek, co brat pisał.
– [A ludowe?]
– Ludowe takie pisał. A ludowe śpiewaliśmy takie z naszych, z naszego regionu. Znam, dwie znam, które moja mama śpiewała. Tu som, wszysko, i nuty, i piosenki. Piosenki to nie, to mam w zeszytach. Całe, pełno jez nut, które mąż prowadził. Tego to przeważnie wszysko z pamięci śpiewaliśmy, bez nut. Nawet te, co moja mama śpiewała, to ja tego nie znałam jeszcze, tylko brat mój, był, on był dziewietnasty rocznik, to był ode mnie dużo starszy, więc on zapamiętał i on mi to przekazał. Napisał mi te piosenki.
„Na tym moim polu”
Na tym moim polu
Stoi tam grusa,
A płod tum grusum,
Płod tum zielunum,
Lezy podusia.
A płod tum grusum,
Pod tum zielunum,
Lezy podusia.
A na tyj podusi
Marysia spała,
Co wiecórecek
I płoranecek
Ład, zewnie płakała.
To jest to, co sumsiadka mi podała.
„Gdym chodziła na pańszczyznę” – to jez mojej mamy
Gdym chłodziła na pańscyzne,
ŁOd dnia do dnia,
Zarobiała śtyry ceski
Do tygodnia.
Tydy łoli, tydy łoli,
Tydy łoli, dana,
Zarobiała śtyry ceski
Do tygodnia.
Piyrw jo jadła na śniodanie
Bors z pyrkami,
A teroz jym kakałusko
Z bułeckami.
Tydy łoli, tydy łoli,
Tydy łoli, dana,
A teroz jym kakałusko
Z bułeckami.
Piyrw nosiła jo chustecke
Na łokrunzek,
Teroz nose kapelusik
Z samych stunzek.
Tydy łoli, tydy łoli,
Tydy łoli, dana,
Teroz nose kapelusik
Z samych stunzek.
Wołali mie na pańscyzne:
„Chłodźcie z nami”,
A teroz mi tytułujum:
„Prose pani”.
Tydy łoli, tydy łoli,
Tydy łoli, dana,
A teroz mi tytułujum:
„Prose pani”.
– [Kto to śpiewał? To mama?]
– Moja mama, to moja mama, to mam tylko dwie. Jednom tylko jeszcze takom: „Mój konicek tzynsie sie”. Tyle co mi brat przekazał.
Mój kunicek tzynsie sie,
Na wojynke niesie mie,
Wy, paniynki, nie smućta mi sie
Mój kunicku, nie tsuńś sie,
Na wojynke zaniyź mie,
Jo z wojynki zaroz powróce.
Ja z wojynki powróce,
To sobel, sabelke porzuce,
Downy piosnki z wami zanuce.
Na trowce posiadumy,
O wojynce godumy,
Kunikowi łowieska dumy.
Ja dawno nie śpiewałam, ja nigdy nie śpiewam, bo ja jestem chora i nie śpiewam. Wie pani, że takich weselnych przyśpie, przyśpiewek, to nie mam. Jak było przed wojną oczepiny, to zawsze, jeszcze teraz sum. Nawet na jednym weselu był mi wstyd, bo pojechaliśmy, graliśmy na weselu, takim wiejskim, no i przyszło teraz, oczepiny były, żeby kapela zagrała i żebym zaśpiywała, a ja nidz nie znałam. Tam mi jeden facet podał takie, no, piosenke, żeby to zaśpiewać. Ja w ogóle melodii nie znałam, nidz nie znałam, żadnyj melodii. Troche mąż wiedział, bo nie wiym, czy nuty miał, nie wiem, w każdym razie mąż tam na akordeonie coś podłapał i grał, a ja tak, wiy pani, zmyślałam troche tag jag mogłam, żeby coś tam zaśpiywać, bo wstyd, żeby kapela nie umiała przyśpiewki zaśpiewać. Tak, tak, że ja. Bo po weselach nie graliśmy nigdzie. No my tylko występowaliśmy, wyjeżdżaliśmy no, do Sieradza, do Wielunia, do Warszawy, na, były przeglądy, były ludowe. Do Kazimierza. W Kazimierzu śpiewałam z wnuczkami, bo to było „Miszcz <– Uczeń”. W Kazimierzu też dostalimy, to było trójka dzieci, wyróżnienie dostała razem, góralka, ja i jeszcze jedna, tośmy dostali wyróżnienie.