– [Zwierzęta jakieś się hodowało?]
– No, jak u nas było, tu u nas w domu to jeszcze było dobrze, bo ludzie takie biedniejsze, no to mieli naprawdę biyde. To były takie biedniejsze ludzie, bo u nas to, znaczy, rodzice mieli, sporo pola, bo i tata troche miał, i mama troche miała i to połączyli, potym pracowali, dokupili, żeby dzieci miały chleb i. To w domu była zawsze krowa, kury były, hodowało się na rosół. Tata przyszet z pracy, bo był murarzym, to całe lato ciynżko pracował, naprawiał ludziom domy te, a przyszed z pracy, już szarówka, to jeszcze brał kose i musiał iś i, ale jeszcze było dobrze, jag u nas. A nawed moje sąsiady, znaczy, o których mówi, to nawet chodzili, zbierali po domach, ten dał kawałek chleba, ten dał pare kartofli, jajko, taka bieda była, okropnie. U nas był taki konik, tatuś miał konika.
– [A co pani najczęściej gotowała mężowi?]
– Bardzo lubiał zalewajke. Jak się ożeniłam, to wstydził sie powiedzieć. Ale mówi, wiesz co, moja mama to bardzo lubi zalewajke. Kartofle sie kroi na kawałki, no i gotuje sie. Jak sum miękkie, to się przelewa barszczym, barszcz sie robiło w takim żuraczku. Ja do tej chwili robie, bo ja dwa razy w tygodniu, to gotuje do tej pory, we wtorek to zalewajke, a w piątek, kawałek kiełbaski, barszczyk osobno, kartofle osobno. Barszczym sie przeleje, okrasi sie słouniką, z cebulkom, no i pieprz, listek babkowy, cebulke trzeba przypiedz na blasze. I potem jak się okrasi, już, już kartofle miękkie i, no i potem sie jeszcze śmietane wleje.
Kapuche sie z grochym gotowało, groch czy grochówke to z takigo grochu z ogródka, a dzisiej to sie kupuje takie te różne grochy. Prażuchy gotowałam, to kartofli sie zagotuje, kartofle, dobrze zagotowane, sie sypie na te gotującą wode, na te kartofle mąkę, troche pszynne, łyżke pszenny, łyżke żytni, łyżke tatarczany i już te kartofle sie soli, potem na wiyrzchu. Jak ta mąka sie tak z, wyparuje, kartofle sum miękkie, to sie tłucze pałkum kartofle. I takie kluchy sie robi łyżką, krasi sie. Kraszone z kwaśnym mlekiym, maślankum nieraz robie. A takie rzeczy sie gotowało wiejskie więcej. A kapuche z grochym, no to już, do tej pory lubie, gotuje często, bo lubie. Z grochym kapuchy. To ja w jednym gorczku kapuste nalewam wodą, a w drugim już mam wode, gotuje sie, no to jak ona sie zagotuje, to wymieyszam z tą wodą i odlewam te wode, a już drugą mam w garczku naszykowaną, żeby nalać, z powrotym. Jag jez miękka, no to sie zaprawia, tłuszczu dużo, troszke kiełbaski, groch w drugim garczku sie gotuje, późnij sie pałkum stłucze, dodaje sie tego grochu, dodaje sie jeszcze słoniny sporo, znaczy, z cebulką, przyprawia sie, sporo grochu żeby było.
– [Jakie jeszcze takie tradycyjne?]
– Normalnie, co, co kiedy jes. Zupy różne sie robi. Najbardziej lubie pomidorowom, ogórkowum też lubie, z kluchami, z kartoflami, a i cytrynową z kluchami lubie, owocową też lubie. Bo mam śliwki, to susze śliwki, susze japka. I różne, i ze serym kluchy lubie. I kaszanke, i pasztetke, i kiełbasy, i szynka, i boczek, i boczek faszerowany, różne.
Mleko było, to kerzanka była, mama robiła w takiej drewnianej kierzance masło. Zrobiła tam dwa, trzy kilo tego masła, bo sie śmietane zbierało, z tej śmietany robiło sie masło. Do śniadania sie już przynosiło i ser był swój, bo sie robiło, od krowy. To sie mleko zakwasza na ser i jag jes kwaśne, to potym się podgrzewa, we woreczek sie wlewa, jes taka praska, to sie przyciska tum praską, potem już, piekła chleb, i do pieca, do tego nagrzanego. Skórka sie tako zrobiła, taka jak na pomarańczy. Ale jaki był dobry!
Niy ma krowy, bo ja jeszcze, u nas też były dwie krowy z mężem, to ja miałam krowe, dopiyro cztery lata jag nie mam. Były dwie krowy, to jedna była sprzedano zara po śmierci męża, a z tum jedną tak sie mordowałam. Nareszcie przyszed sąsiad, mówi, wiesz co, mówi, ja swojum krowe odprowadziłem do Gidel, na rzeź, bo, mówi, krowy chorują. Ja, ziyńć przyszed, ja mu mówie: weźta ta krowe mojum i też zawieźta. No i zawieźlimy te krowe, to wyszłam i płakałam, tak sie przyzwyczaiłam jak do dziecka. A i ta krowa też jeszcze dopóki mnie widziała i odchodziłam, to jeszcze tak sie na nogi wspina i buczała. I ja zawsze jak widze u koguś krowe, bo to jeszcze troche krów mają, to mi sie ta moja krowa przypumina. Bo tak człowiek sie zżyje ze zwierzęciem i ze wszystkim.