Nagranie:
Wanda Decyk-Zięba
Przepisanie:
Wanda Decyk-Zięba
Opracowanie:
Monika Kresa
Informatorka:
Joanna Modesta Kuczmańska – od urodzenia (1926 r.) mieszka w Zieleńcu; przed przejściem na emeryturę pracowała w handlu i w gastronomii
Transkrypcja
Przed wojno to też sala była za szoso, duża sala. I Berki, to Żydzi byli, pińciu Berków z Broku grało. Ogrodzone było, dzieci musiały bilety też płacić, były takie… Złotówke kosztował bilet. A dzieci płaciły dwajścia groszy, żeby mogły na plac wejść… Tam dalej, gdzie szkoła. Było ogrodzone, daleko było sznurkami ogrodzone i wejść na plac trzeba było po dwajścia groszy…
Do nas to dużo chłopców przyjeżdżało, a dziewczyn było mało. To ta zabawa była: dzieci przyszły. Brat dał dwajścia groszy, żeby wejść. To mężczyźni, kawalerka dzieci zapraszali do tańca, dziewczynki takie. Jaki to zaszczyt był na sali potańczyć, no. Takie komplety nawet. Płacili za komplety, nie za cało noc. Tylko za komplety. Komplet zatańczył, ileś tam to kosztowało. No, drogo. Złotówka to też było drogo.
A po wojnie zabawy sie odbywały w domach. Nawet łu nas w stodole też zabawy się odbywały. Bufet był na werandzie czy w mieszkaniu. Prowadziliśmy bufet, zbjeraliśmy piniondze na szkołe. Przedstawjenia. Nasza Kinga prowadziła. Żeśmy prowadzili tam u Borowego pod lasem. Dom stał letniskowy i tam to na cały rok próby trwały. Z dorosłymi prowadziła. To takie, o, powstańcze. Z normalnej broni strzelali. Pozwolenia Węgróf nie dał. Ale przedstawjenie było. To w takim… jeszcze był niewykończony ten dom na szkołe… Od Borowego Mjetka, mi się zdaje, był kupiony ten dom… Tak, chyba to było za Kowalskie… A my później na wykończenie żeśmy robili przedstawjenia i zabawy.
Później wybudowaliśmy to remize, toteż studnie w szkole. To wszystko zabawy sie robiło. Ja z siostro organizowałam zabawy. Jak mało pjeniendzy było, to same żeśmy dokładały do tego. Bo wstyd było mało dać, to się dokładało. A i fantowe loterie były.